Zewsząd płyną „złote rady” jakie my kobiety powinnyśmy być, czy to od tzw. kobiet sukcesu czy od propagatorów różnych metod rozwoju osobistego czy duchowego. Pomysłów na to jakie mamy być jest tak dużo, że aż trudno się połapać i nadążyć. Poza tym zasad kiedy jesteś szczęśliwa jest tyle, że życia braknie by je wszystkie spełnić lub się w nie wpasować. I tak goniąc za szczęściem jesteśmy jak kotki, które gonią własny ogon i dziwimy się, że im szybciej biegniemy tym on szybciej ucieka nam sprzed nosa.
Chciałabym zwrócić uwagę, że te wszystkie metody są tylko narzędziem używanym wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba i nie dajcie sobie wmówić, że potrzeba istnieje zawsze. Znam kobiety, które mając całkiem fajne życie po jakimś warsztacie doszły do wniosku, że jednak nie są szczęśliwe i wywołały niezły armagedon w swoim związku i życiu tylko po to by zatoczyć koło i przekonać się, że jej miejsce dla niej jest jedyne i najwłaściwsze.
Jeżeli całą sobą czuję, że już czegoś nie chcę, że już coś przestaje mi służyć wtedy zmieniam, szukam, próbuje czegoś nowego, uczę się jak to zrobić, doświadczam, popełniam błędy, mierzę się ze sobą. Jednak na Boga kobiety kochane popatrzcie na swoje życie i na życie osób, które „sprzedają wam” złote rady z gwarancją sukcesu. Nie oceniajcie cudzej wystawy ze swojego zaplecza. Ktoś uczy was biznesu sam pracując na etacie, ktoś inny mówi o cudownym związku a jest sam i ma kilka nieudanych na swoim koncie, ktoś inny uczy obfitości sam ledwo wiążąc koniec z końcem. Energia nie zna próżni, jeżeli ktoś daje Ci złote rady a Ty zawierzając mu umniejszysz sobie, wówczas po prostu nakarmisz swoją energia tą osobę, sama zostaniesz poturbowana z ogromnym niesmakiem i poczuciem użycia. Znasz to prawda? Już nie raz tak się czułaś zgadza się…? Wracasz z jakiegoś warsztatu lub wykładu w euforii cudzej wizji siebie i nagle trach totalny zjazd i niesmak, czujesz się jakby ktoś cię wykorzystał i zostawił, za to prowadzący naładował swoje akumulatory na czas do kolejnego warsztatu. Nie chcę tu generalizować, oczywiście nie każdy warsztat i prowadzący jest taki. Jeżeli jesteś w trakcie terapii lub leczenia to oczywiście sytuacja wygląda inaczej ja odnoszę się do tzw. samorozwoju.
Masz w sobie wszystko czego Ci potrzeba i korzystaj z tego i stwórz najlepszy okaz siebie samej bez cudzych projekcji na swój temat. Popatrz w jakim miejscu jesteś, co przeszłaś, co już masz. Podnieś głowę wyprostuj się, weź głęboki oddech z tym co masz w sobie i… doceń siebie!
Każda z nas jest inna, każda lubi co innego i będzie inaczej kreowała swoje życie, budowała relacje z ludźmi i związki i TO JEST W PORZĄDKU. Jeżeli w Twoim małżeństwie Twój mąż pracuje a Ty zajmujesz się domem i jesteście szczęśliwi to nie znaczy, że jesteś mało ambitna i żerujesz na mężu tylko, że taki model Wam odpowiada. Może Twój mąż lubi czuć, że poluje, zdobywa i staje na wysokości zadania a jego kobieta dba o dzieci, dom i o niego, rozwija swoje pasje a on czerpie z jej zainteresowań i wdraża je w swoje życie. Jeżeli w Waszym związku oboje pracujecie to może po prostu tak lubicie i taki model wam najbardziej odpowiada bo oboje czujecie się spełnieni właśnie w taki sposób i naprawdę nie musisz tego zmieniać tylko dlatego, że ktoś Ci powiedział, że tak nie wygląda szczęśliwy związek.
Rozwijaj się, szukaj siebie w sobie, korzystaj z metod pracy, które pobudzają Twój potencjał i wydobywają z Ciebie wszystko co najlepsze dla Ciebie a nie dla kogoś. I pamiętaj doceń to, co już masz i nie daj sobie wmówić, że czyjaś wizja Ciebie jest lepsza niż Ty, że czyjeś oświecone wglądy (zwłaszcza jeżeli nie prosiłaś o nie) mają z Tobą coś wspólnego.
wczoraj ważna dla mnie kobieta powiedziała:
każda definicja ma swojego interpretatora… najważniejsze być w zgodzie z sobą! Amen!

